poniedziałek, 18 stycznia 2016
poniedziałek, 16 listopada 2015
"Moje francuskie życie" Vicki Archer

To był szary czas: plucha, słońce starannie ukrywające się za chmurami...
Na księgarnianej półce czarno-biała okładka z deszczową ulicą Paryża... Nie mogłam pozostać obojętna... Kredowy papier, zdjęcia uwieczniające prowansalskie pejzaże i elementy codziennego paryskiego życia. "Coś" unosiło się w powietrzu - francuski klimat - elegancja, zamiłowanie do pełnych uroku detali... Mmmm... Oglądanie przeszło w pożądanie, pożądanie w chęć kupna... Vicki Archer, mieszkanka Sydney, zauroczyła się starą dostojną posiadłością na obrzeżu Saint-Remy-de-Provence, a ja początkiem jej opowieści i barwnymi fotografiami... Sfinalizowałam zakup. Piękno ma swoją cenę.
Z przyjemnością zagłębiłam się w historię Vicki, która wraz z rodziną osiedliła się na południu Francji. Nadzorowanie remontu posiadłości, wizyta na targu staroci, spacer po paryskich placach i ulicach, kąpiel w prowansalskim lipcowym słońcu, posiłki... To opowieść o rozsmakowywaniu się w życiu... ze wszystkimi barwami i aromatami... Album karmi oczy i wyobraźnię. Inspiruje do upiększania i nieśpiesznego smakowania codzienności: Sekret "la mode francaise" to ludzie zakochani w przyjemnościach życia, pełni pasji, którzy nie boją się tego pokazać, to miejsca, gdzie czci się indywidualność i przyklaskuje pomysłowości. Styl wymaga czasu, Francuzi go mają.
Pomagał mi też w pielęgnowaniu marzenia o podróży. Marzenie rosło, nabrzmiewało... i się ziściło.
Pomagał mi też w pielęgnowaniu marzenia o podróży. Marzenie rosło, nabrzmiewało... i się ziściło.
To były deszczowe, i, na szczęście, bezpieczne dni w Paryżu. Ale o tym innym razem...
poniedziałek, 28 września 2015
Rekord i okołoliteracka melodia na dobranoc
Warte odnotowania.
Tegoroczny wrzesień to miesiąc, w którym najczęściej odwiedzaliście blog. Ponad TYSIĄC razy.
Serdecznie dziękuję i pozdrawiam Wszystkich klikających i czytających!
Na dobranoc świeżo znaleziona melodia z "Lalki" w wykonaniu Marka Napiórkowskiego i Artura Lesickiego:
Tegoroczny wrzesień to miesiąc, w którym najczęściej odwiedzaliście blog. Ponad TYSIĄC razy.
Serdecznie dziękuję i pozdrawiam Wszystkich klikających i czytających!
Na dobranoc świeżo znaleziona melodia z "Lalki" w wykonaniu Marka Napiórkowskiego i Artura Lesickiego:
czwartek, 23 kwietnia 2015
Dzień Książki w "Krainie Chichów"
- Którą z książek ojca lubi pan najbardziej?
- "Krainę Chichów".
- A dlaczego?
Podniosła z końca stołu jajowaty szklany przycisk do papieru i turlała go z ręki do ręki.
- Bo nikt inny nie zbliżył się do mojego świata. (...)
- Czytanie książki jest, przynajmniej dla mnie, jak podróż po świecie drugiego człowieka. Jeżeli książka jest dobra, czytelnik czuje się w niej jak u siebie, a jednocześnie intryguje go, co mu się tam przydarzy, co znajdzie za następnym zakrętem.
A jeżeli książka jest marna, przypomina przeprawę przez Secaucus w New Jersey: cała okolica cuchnie i człowiek żałuje, że w nią w ogóle zabrnął, ale skoro już tak się stało, zamyka okna i oddycha ustami, żeby jakoś dotrwać do końca.
(...)
- Czy to znaczy, że każdą książkę czyta pan do końca?
- Tak, przyznaję, to okropna wada. Nawet jeżeli mam do czynienia z najgorszą szmirą, kiedy już raz zacznę czytać, tkwię na haczyku, aż dobrnę do końca.
Jonathan Carroll
wtorek, 7 kwietnia 2015
Doris Lessing: "Odpowiednie Małżeństwo"
Gdybym miała porównać ją do trunku, byłaby to wytrawna nalewka - mocna, pobudzająca witalność - o głębokich,
ziołowych nutach smakowych, ze szczyptą piołunu.
Lessing czytuję organicznie, atmosfera z jej książek wkrada
się do krwioobiegu i wnika do moich snów. Chociaż fragmenty opisujące zebrania polityczne
niezmiennie mnie nudzą…
„Odpowiednie małżeństwo” to drugi tom cyklu „Dzieci przemocy”,
w którym około dwudziestoletnia Marta Knowell (Quest) staje w obliczu
nieuchronnych konsekwencji decyzji o wyjściu za mąż i założeniu rodziny. Dodajmy
– decyzji nieautentycznej, nie pochodzącej z jej głębi. Tylko czy Marta ma do
niej dostęp? Droga do odnalezienia tożsamości
wciąż wydaje się być jeszcze przed nią… Tymczasem Marta rzuca się w wir życia,
którego ramy wyznaczają obowiązujące konwenanse, towarzystwo, burzliwy „duch czasów"... Ramy, w których tak naprawdę
nie może się pomieścić i ostatecznie uznać za własne… Trzeba się uwolnić… Czas na kolejny ruch…
Dokąd ją zaprowadzi?
Doris Lessing rzetelnie oddaje psychologiczną rzeczywistość
Marty i jej relacji, szczególnie z matką i mężem. Możemy też wraz z narratorką wniknąć w świat
schyłku lat trzydziestych i początku czterdziestych XX wieku – poznać mentalność
i obyczajowość ludzi żyjących w południowoafrykańskim miasteczku oraz poczuć
złowieszczy oddech zbliżającej się wojny.
Ostrzeżenie:
Jeśli nie chcecie zepsuć smaku czytania, nie zaczynajcie
lektury od tekstu na obwolucie, bo można tam znaleźć streszczenie około trzech
czwartych fabuły.
***
Kobiece życie w literaturze:
(…) pisarze bez sensu twierdzą, nerwowo próbując uchylić się
od odpowiedzialności, że ich dzieła są tylko „boską rozrywką” czy „odblaskiem
twórczego ognia ironii” i tak dalej, i tak dalej, gdy tymczasem Marthy tego
świata wertują literaturę z niecierpliwą myślą: co tam piszą o moim życiu? Daremnie
– ale trzeba przyznać, że zawsze przychodzi taki moment, w którym Martha
odwracała się tych powieściopisarzy, bajarzy, i kierowała do działu, w którym
stało pełno książek o tytułach zawierających takie słowa , jak: „psychologia”, „zachowanie”,
„przewodnik po…”, wiedziona na pół sformułowaną refleksją, że powieściopisarze
nie nadążają za życiem; bo nie było wątpliwości, że te sprawy, o których
rozmawiała ze Stellą czy Alice, nie znajdowały odbicia w literaturze – albo raczej
nie występował w niej sposób myślenia uznawany przez nie za oczywisty, z czego
wydedukowała, że kobiety były w książkach przedstawiane tak, jak chcieliby je
widzieć mężczyźni czy też babochłopy. (s.96)
***
Kobiecość:
I znowu pomyślała o prostych kobietach w tym kraju, które mogły
żyć ze swoją kobiecością w harmonii, w zgodzie z instynktami, bez zastanawiania
się nad sobą i poczucia rozpadu na poszczególne fragmenty. W ciągu tych kilku
tygodni małżeństwa Marcie stale towarzyszyła tamta czarna kobieta, niczym
niewidzialna siostra, mniej skomplikowana i mądrzejsza od niej; bo niezależnie
od tego, jak często przypominałaby sobie dane statystyczne i odnosiła je do
postępu, zazdrościła jej z całego serca. Nie mając oczywiście zamiaru jej
naśladować: nie pozwalała jej na to wiara w postęp. (s.98)
Subskrybuj:
Posty (Atom)