poniedziałek, 18 lutego 2013

Kiedy licho nie śpi...


Licho przynależy do życia, więc prawdopodobieństwo, że kiedyś się na nie natkniemy, wydaje się być stuprocentowe.
 
Może przybierać różne formy. To, które spotykam, jest takie sympatyczne. Uśmiecha się mile, okazuje zainteresowanie i podziw, przytulić nawet może. I byłoby tak przyjemnie, gdyby nie ta zimna ciężka kula pojawiająca się nagle w okolicach żołądka.
 
Licho bacznie na ciebie zerka, słucha uważnie... bo robi research, zbiera materiały do wielkiej mistyfikacji. Przekonasz się o tym jutro, kiedy przypadkiem będzie miała (tak, mówię o lichu w żeńskiej postaci) taką samą fryzurę, buty, a nawet gestykulację i ton głosu zbliżony do twojego. W dyskusji zacytuje twoje opinie, które wypracowałaś na drodze wieloletnich doświadczeń, tylko zapomnie dodać, że cytuje. Raczej zaprezentuje je jako własne. Zgadnij, dokąd pojedzie na wakacje... 
 
Licho jest bezkształtnym, galaretowanym organizmem z wyodrębnionymi narządami takimi jak: przyssawka oraz oczy (dwie sztuki). Przyssawka umożliwia przymocowanie się do ludzkiej istoty w celu wydobycia z niej tego, co wartościowe i oryginalne. Następnie wyssane treści są prezentowane jako własne i licho może zaistnieć w otaczającym środowisku. Oczy licha służą wypatrywaniu obiektów do wysysania oraz obserwowaniu wrażenia, jakie licho wywiera na innych. Kiedy wytropią w tobie słabość, zapalają się w nich iskierki satysfakcji.
 
Oto licho w zarysie.
 
Kto je spotkał, wie, o czym mówię...

niedziela, 17 lutego 2013

Prosto z kina - "Poradnik pozytywnego myślenia"

Dzisiaj parę świeżych wrażeń z filmu pt. "Poradnik pozytywnego myślenia".
Do zakupu biletu skusiły mnie obijające się gdzieś w związku z filmem  hasła takie jak: komedia, nominacje do Oskara, dobrze oddane zaburzenia psychiczne...
Filmowa historia zaczyna się tak: Młody żonaty mężczyzna (Bradley Cooper), cierpiący na chorobę afektywną dwubiegunową, po ośmiu miesiącach pobytu w szpitalu psychiatrycznym wraca do domu rodziców i musi zmierzyć się z nową sytuacją życiową - stratą pracy i odejściem żony. Pogodzenie się z tym drugim na początku jest poza jego emocjonalnym zasięgiem, więc podejmuje walkę o odzyskanie relacji. Idea walki jest mniej więcej taka: "jeśli tylko będę trochę lepszy, popracuję nad sobą, udoskonalę to i owo (schudnę, będę bardziej oczytany, bardziej zrównoważony), to ona do mnie wróci..." I mógłby tak pracować nad sobą w nieskończoność... gdyby nie spotkał Tiffany (Jennifer Lawrence).
Ci, którzy zgodnie z kinowym opisem spodziewają się zobaczyć lekką komedię romantyczną, mogą się nieźle zaskoczyć, zwłaszcza w pierwszej połowie filmu. Po kilku scenach prezentujących klimat życia w rodzinie obarczonej problemami psychicznymi, w sali kinowej można było usłyszeć pomruki i zaskoczone pytania części widzów: "co to jest?". Nie tego oczekiwali. Niemniej, nie zauważyłam, aby ktoś salę opuścił. Później robi się nieco lżej, można się pośmiać, a i kropla romantycznego lukru się pojawi.
Dlaczego warto film zobaczyć?
Po pierwsze, dla poszerzenia swojego horyzontu, chociaż w jakimś stopniu, o perspektywę rodziny próbującej radzić sobie z problemami natury psychicznej. Dla mnie był to obraz trochę bolesny, trochę ciepły i wzruszający. Wiarygodny.
Po drugie, dla przypomnienia sobie paru prawd o miłości i ćwiczenia się w lubieniu tego, co niedoskonałe (jeśli ktoś jest w tym dobry, to ten podpunkt może pominąć, ale film i tak warto zobaczyć:) ).
Po trzecie, dla przeżycia całej gamy emocji wraz z bohaterami filmu. Rozpiętość jest duża, bo w obrazie filmowym przenika się komedia i dramat.
Po czwarte, dla Roberta De Niro w roli ojca.
W mojej ocenie, to powody wystarczające.
Ps: W tematyce i w klimacie film przypomina trochę "Małą Miss" (2006).
 
 

poniedziałek, 11 lutego 2013

Co w świecie człekokształtnych zwierzaków piszczy...

Dzisiaj kilka słów o książeczce Tomka Matkowskiego pt. "Mysza i Niedźwiedź mają dziecko". 
Poznajemy parę "uczłowieczonych" zwierzaków - panią Myszę i pana Niedźwiedzia, którzy pierwsze miłosne porywy mają już za sobą. Przychodzi czas na powiększenie rodziny. Decydują się adoptować kotkę Muszkę. Towarzyszymy im w zmaganiach z codziennym życiem, z pielęgnacją i wychowywaniem kociego dziecka. Obserwując scenki z rodzinnego życia, poznajemy charaktery bohaterów i ich wzajemne relacje. Ścierają się dwa podejścia do życia: jego - bardziej intelektualne i jej - pragmatyczne, łączy je wspólny cel - dobro Muszki.
Pomimo, że książka ma charakter bajki i okraszono ją uroczymi rysunkami, nie jest adresowana do dzieci. Może być natomiast lustrem, w którym niejeden dorosły rozpozna siebie lub swoją rodzinę. Czyta się lekko i niezobowiązująco. Autor bawi się słowem i wyobraźnią, stąd o śmiech w trakcie czytania nie trudno:).
A to moje ulubione próbki:
Tym razem Niedźwiedź siadł do pisania poematu-symfonii na futerko, opuszki, różowy jęzorek i czarną, aksamitną trufelkę. Uwertura opisywała pozy senne, gdy primabalerina drzemie nad Jeziorem Łabędzim z nastroszonymi wąsikami, z uniesioną głową, jakby jeszcze trochę czuwała, nim zstąpi w objęcia Morfeusza. (...) Orkiestra zamiera, publiczność też, gdy na scenę tanecznym krokiem wchodzi książę.
- Znowu nic nie robisz! Podłoga nie zamieciona! - mówi książę dziwnie znajomym, zrzędliwym głosem.
- Myszo, jesteś dziś jakaś okropnie spięta. Nie martw się, ja cię wesprę moim intelektem!
Mysza spięta, bo dostała pracę. I nie wie, czy sobie poradzi. A Niedźwiedź będzie za babysittera, a właściwie za kotsittera.
***
(...) Niedźwiedź wpadł na genialny pomysł, jak wygrać bitwę o dominację w stadle. Otóż pomysł polega na tym, żeby przewidzieć, co Mysza za chwilę zrobi, po czym wydać jej rozkaz w tym duchu. Na przykład: zapala się zielone światło, Mysz już chce zrobić krok do przodu, ale jescze zanim uniesie pierwszą łapkę i nadepnie na zebrę, Niedźwiedź rzuca rozkazująco: "Przechodzimy, Myszko! Naaaprzóóód... MYK!!!!" I wychodzi na to, że Mysza ruszyła na jego rozkaz!!!
***
- Ona musi czuć bicie serca...
- Tu masz trzustkę, Niedźwiedziu - skorygowała Mysza, widząc jak Niedźwiedź przytula dziecko do bliżej niesprecyzowanej części tułowia.
- No to bicie trzustki - Niedźwiedź nie dał się zdetonować.

niedziela, 10 lutego 2013

W poszukiwaniu samotności... - Doris Lessing "Pokój nr 19"

Powyższy tomik to wybór trzech opowiadań ze zbioru pt. "A Man and Two Women": "Opowieść o dwóch psach", "Zapiski do historii choroby" oraz "Pokój nr 19".  Wszystkie utwory są warte przeczytania, ale tytułowy "Pokój nr 19" zrobił na mnie największe wrażenie.
Lata sześćdziesiąte XX wieku. Poznajemy Zuzannę Rawlings, mieszkającą wraz z mężem, dziećmi i pomocą domową w ładnym domu z widokiem na drzewa i rzekę. Obrazek idealny. Ile w nim prawdy? Zuzanna doskonale pełni swoją rolę aż do dnia, kiedy dzieciaki idą do szkoły. Perspektywa czasu wolnego, możliwość spędzenia go tylko we własnym towarzystwie powodują w życiu Zuzanny wyłom... co z tego wyniknie, przeczytacie.
Poznajemy wnikliwe studium kobiety, która w dorosłości po raz pierwszy odkrywa potrzebę autonomii, odgraniczenia się od innych, poszukiwania własnej indywidualności. Ten sam temat, tylko w szerszej formie Lessing porusza w powieści: "Lato przez zmierzchem".
Opowiadanie przywodzi też na myśl bohaterkę "Godzin" Cunninghama - Laurę Brown, szukającą wolności w samotnych chwilach spędzonych na lekturze "Pani Dalloway" w pokojowym hotelu...  I esej "Własny pokój", w którym Virginia Woolf pisze o warunkach niezbędnych do pisarstwa - minimum bezpieczeństwa finansowego i pokój, w którym można zawsze zamknąć drzwi.
Tomy opasłe i tysiące stron napisano o zauroczeniu, miłości, o kobietach tęskniących za mężczyznami i tychże poszukujących, a tak niewiele o poszukiwaniu siebie i własnej tożsamości. A jeśli nie znam siebie, to jakie mam szanse na sensowny związek z drugą osobą?  Doris Lessing mądrą pisarką jest i wie, co w życiu ważne.
A to do kolekcji cytatów - o samotności, czyli byciu ze sobą:
Nie była już panią wielkiego białego domu i ogrodu, właścicielką mnóstwa strojów na różne okazje. Była panią Jones i była sama, i nie miała ani przeszłości, ani przyszłości. "Oto po tylu latach małżeństwa i wychowywania dzieci - myślała - latach najrozmaitszych obowiązków, jestem taka sama. Zdarzało mi się myśleć, że nic ze mnie nie zostało prócz tych różnych ról, jakie mi narzucała pozycja pani Rawlings. Tak, jestem, jakbym nigdy nie miała zobaczyć kogokolwiek z rodziny, jakby tak miało być zawsze... Jakie to dziwne!" I wychylała się z okna, patrząc na przechodzących ludzi z miłością, bo jej nie znali. Patrzyła na zniszczone budynki po drugiej stronie ulicy, na niebo wilgotne i zbrukane, a czasem błękitne, i czuła, jakby nigdy dotąd nie widziała budynków i nieba. A potem wracała na fotel, czując w sercu pustkę. Czasem wypowiadała coś głośno bez związku - jakiś wykrzyknik i uwagę na temat kwiecistego wzoru na dywanie albo plamy na kanapie z zielonej satyny. Przez większą część czasu bujała w obłokach - jak to określić inaczej? - zupełnie bezmyślnie, czując, jak pustka krąży w jej żyłach rozkosznie niczym krew.
Pokój ten stał się jej bliższy niż dom, w którym mieszkała.

sobota, 9 lutego 2013

Dla tęskniących za Amelią...

Zmęczony wzrok podpowiedział mi, że czas na zmianę wizualnej strony bloga na bardziej stonowaną. Tak też uczyniłam. A dla tęskniących za Amelią:

 
 
 
Trudno się nie uśmiechnąć.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...